Psy zagryzły Kubusia

    Luty 23rd, 2011

    Do tragedii doszło we wsi Katlewo. Trzy rozwścieczone psy zagryzły pięcioletniego Kubusia, który właśnie bawił się na huśtawce. Przerażony malec nie miał żadnych szans na ucieczkę. Dramat rozegrał się w poniedziałek późnym popołudniem. Psy zaatakowały chłopca, kiedy na na wiejskim placu zabaw bujał się na huśtawce. Oszalałe psy najpierw wystraszyły dzieciaka wściekłym ujadaniem, a kiedy ten zeskoczył z huśtawki i próbował ratować się ucieczką, zaatakowały. Natychmiast powalony na ziemię chłopczyk, nawet nie zdążył zawołać o pomoc, gdyż jeden z psów wyrwał mu krtań. Dziecko miało rozszarpaną całą szyję. Próby ratowania go przez naocznych świadków na nic się zdały. Wyglądało to jak sceny z horroru, istny koszmar. Psy po ataku jeszcze wlokły za sobą ciało martwego już chłopca.

    Ponoć te wściekłe bestie były widziane we wsi już od dawna. Wyglądały jak maszyny do zabijania, twierdzą świadkowie. Winą za to całe wydarzenie obarcza się właścicieli psów. To oni najzwyczajniej ich nie pilnowali! Widać uznali – nie wiadomo dlaczego – że psy są niegroźne. Tymczasem zwierzęta trafiły na obserwację weterynaryjną, po której mogą zostać uśpione. Właściciel psów nie zatrzymano, jednak prokurator wszczął śledztwo. Mogą być im postawione zarzuty w wyniku czego grozi im kara więzienia nawet na trzy lata.

    Tusk wali ręką w stół

    Styczeń 30th, 2011

    Podczas jednego ze spotkań z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej, premier Donald Tusk stracił panowanie nad sobą i zaatakował wdowę po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim. Czym pani Ewa tak zdenerwowała Premiera? Było to słynne już pytanie o to, czy ma obawiać się o swoje życie, ponieważ wciąż dąży do wyjaśnienia prawdy o katastrofie smoleńskiej. Nagranie z tego spotkania „niestety wyciekło” do sieci. Wszystko to miało miejsce 11 grudnia w Kancelarii Premiera. W spotkaniu tym oprócz Premiera uczestniczyli jeszcze Ewa Kopacz i Jerzy Miller. W nagraniu słychać, jak Premier krzyczy na panią Ewę i wali pięścią w stół. Jak brzmiało pytanie pani Ewy Kochanowskiej i na ile nerwowo zareagował Premier… już wiadomo.

    Pytanie pani Kochanowskiej: „(…) Może na chwileczkę zostawmy umarłych, jeśli pan pozwoli, bo mam pytanie o żywych. Czy pana zdaniem pytanie jak, nawet nie dlaczego, ale jak zginął mój mąż jest pytaniem zagrażającym życiu? Ponieważ w czasie po wystąpieniu mojej mojej córki w Parlamencie Europejskim, europoseł Landsbergis, były prezydent Litwy, odnosząc się do jej zdecydowanej, skomponowanej bardzo prawniczo wypowiedzi, powiedział wprost: „Jest pani w niebezpieczeństwie. I dlatego proszę uważać. Na przykład podczas jazdy samochodem”. Chciałam zapytać, czy zadawanie pytań jest zagrażające życiu?

    Odpowiedź premiera: „(…) ale w najmniejszym stopniu nie zamierzam odpowiadać na tego typu pytania i wypowiedzi. (…) Wie pani co, bo rozmawiamy o sprawach, które nie znoszą ironicznego dystansu (…) Bardzo cenię sobie pani pytanie, ale jest ono oburzające. Ono jest oburzające. (……) Więcej nie będę odpowiadał na tak obraźliwe insynuacje (SŁYCHAĆ UDERZENIE w stół – przyp. red.) (……) Mam dosyć wysłuchiwania uwag na temat domniemanego zabójstwa (…), bo boi się tego rządu (……) Nie interesuje mnie wypowiedź pana Landsbergisa w tej sprawie. (……) Proszę zostać ze swoim poglądem, jeśli pani ma satysfakcję, że ją tak potraktowano. I proszę zapytać premiera Landsbergisa, a nie mnie!”